Bycie mamą to dość skomplikowane
zadanie. Jeszcze bardziej się komplikuje kiedy trzeba być mamą na zakupach i to
z dzieckiem, które porusza się na dwóch własnych nóżkach. Zabiera się swoją
pociechę do sklepu w dobrej wierze i z pełną nadzieją. Nadzieją, że się uda.
Początki są całkiem miłe i sympatyczne. Dziecię chodzi i ogląda. Pochłaniają go
barwy, dźwięki i różnorodność tego wszystkiego co widzi. Taki zupełnie inny
świat. Świat magiczny, w którym wszystkiego w bród i…wszystko na wyciągnięcie
rączek małych. A to co pięknym wydaje się na początku może skończyć się po
prostu koszmarem. Ale zacząć trzeba od początku.
Całkiem niewinnie bierze mam swoje dziecko za rączkę. Zadowolona, że może zrobić coś z rzeczy dorosłych i coś dla siebie. Wchodzą do sklepu z butami. Panie sprzedawczynie i obsługa sklepowa witają radośnie i mamę i maleństwo, choć już maleństwem niekoniecznie być musi. Uśmiech i radosne dzień dobry. Ale żadna ze stron nie wie jeszcze co się będzie działo. Żadna oprócz tej najmniejszej.
Mama zaczyna oglądanie nie wypuszczając małej rączki ze swej ręki. Są sandałki i japonki i szpilki zapinane na kostce. Wybór ogromny. Modele aż krzyczą z półek „Weź mnie”. Ale żeby dokonać wyboru trzeba obejrzeć wszystkie.
Zawsze jej tęskny wzrok wędruje w
stronę pięknych szpilek. Prężących się dumnie na jednej z półek. Może
klasyczne, czarne? Może zaszaleć z jakimś kolorem? Noga wygląda w nich na
szczuplejsza i zgrabniejsza. Po prostu jest zjawiskowa. Do tego mama oczami
wyobraźjuż widzi co można do nich dobrać. Sukienki, spódnice, spodnie…wszystko
przelatuje jej przed oczami. Piękna one, piękna ona. Szpilki jej marzeniem. Ale
ale…za chwile rozum dobija się usilnie i chce dość do głosu „Szpilki są takie
niepraktyczne moja droga. W końcu masz dziecko. Wyobrażasz sobie bieganie za
nim, pchanie wózka i wizytę w piaskownicy w szpilkach? Oszalałaś? Po co Ci
takie buty jeśli założysz je od czasu do czasu a poza tym będą się kurzyć na
półce? Potrzeba Ci zdecydowanie płaskich i wygodnych butów do biegów
przełajowych”. I tak oto mama rezygnuje ze szpilek i podchodzi do wygodnych,
płaskich a najlepiej sportowych butów. I choć ma ich już dziesiątki przymierza
parę następną. Nieco inny krój niż pozostałe i kolor miętowy albo jakikolwiek
inny. Tak mogą być balerinki, byłyby płaskie i wygodne do biegów przełajowych.
Kiedy ogląd już zostanie
dokonany, pojawia się wybór w głowie mamy. Przymierzy te i te. Bierze pudełka
pod pachę i daje się w miejsce gdzie mierzenia może dokonać. I w tym momencie
się zaczyna.
Mała rączka puszczona na chwilę na początku stoi grzecznie przy mamie. Patrzy jak mam przymierza. Niestety mała cierpliwość ma znacznie mniejszą pojemność niż ta duża i szybko się kończy. Zaczyna się istna gonitwa. Maleństwo nie chce stać w miejscu, maleństwo potrzebuje ruchu. Zaczyna biegać w każdym możliwym kierunku sprytnie lawirując pomiędzy półkami. Na początku. Później jednak pojawia się w nim chęć dotknięcia wszystkiego tego co znajduje się w zasięgu małej raczki. Jeden but, drugi but, później trzeci, czwarty i każdy kolejny. Lądują na podłodze sklepu. Biedna mama w ten oto sposób kończy się jej przymierzanie. Najczęściej w jednym bucie swoim i drugim nie do końca dopiętym biega za maleństwem, żeby zapobiec katastrofie. Wszystkiemu przyglądają się z oddali Panie ze sklepu. Najpierw z nadzieją, że mama da sobie rade i powstrzyma ten wszechogarniający tajfun, później z lekkim zniecierpliwieniem a później już tylko ze zdenerwowaniem, które starają się nieudolnie zakryć uśmiechem.
Cóż…gonitwa staje się męcząca, mama troszkę poddenerwowana, maleństwo rozkręca się coraz bardziej i wtedy zapada decyzja. „Kochanie wychodzimy”. Buty mierzone wracają do pudełka, pudełko na półeczkę, mała rączka do dużej a mama i maleństwo do drzwi wyjściowych odprowadzone są zniesmaczonym spojrzeniem i cichymi szeptami. I tak oto sklepowe wojaże kończą się fiaskiem. Następnym razem, by mieć większe szanse powodzenia misji zakupowej przyda się tata.
Bycie mama na zakupach to bardzo skomplikowane zadanie.


A ja mam pytanie... sa moze jakies sposoby na poradzenie sobie z baardzo nerowowym człowiekiem?? i nie chodzi tu o malucha..tylko o tego doroslego osobnika!
OdpowiedzUsuńJak Ty radzisz sobie z czyms badz kims takim?
Najwazniejsze to nie dac sie wytracic z rownowagi. Wiem,ze to latwo powiedziec ale trening czyni mistrza:) Czesto tez sprawdza sie odwracanie uwagi:) Zdecydowanie "Patrz,patrz o tam jest ptaszek" w większości przypadkow działa:)Nie zaszkodzi też po prostu szczera rozmowa o tym co denerwuje i wkurza i proba dogadania sie i pojscia na kompromis. Ja ustepuje tu a Ty tu. Niestety nie zawsze jest kolorowo i ja tez sie czasami wkurzam a wtedy...awantura gwarantowana.
OdpowiedzUsuńSuper to opisałaś :) bardzo mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie http://liebreizmalowane.blogspot.com/