6 grudnia 2013
Mikołajki
Świętym Mikołajem może być każdy. Ale dzieciom lepiej tego nie mówcie, bo może zrobić im się przykro. Także wiecie, no, tego, sztama rodziców i innych dorosłych.
Jak to już mówiłam Mikołajem może być każdy. I właściwie o każdej porze roku, choć to właśnie dziś i w święta Mikołaj ma cudowną moc. W sensie sama myśl o nim w ted nid wydaje się być magiczną. Mój Mikołaj zaszalał dziś....po prostu.
Dzień zaczyna się jak co dzień. 5:30 oznajmiona zostaje przez okrutny ryk wściekłego budzika. On chyba nie wierzy w Mikołaja, przynajmniej takie sprawia wrażenie. Jak co dzień leży koło mnie i wyje, jak kat nad dobrą duszą. 5 sekund po jego wyciu zaczyna się Małża mruczenie.
Małż: Wstajemy no. Wstajemy. Nie ma lekko. Wstajemy, bo się spóźnimy.
Wyjścia nie mam. Zwlekam się więc z łóżka i opuszczam ciepłą kołdrę, by zmierzyć się ze światem. Wlokę się łazienki. Noga za nogą, najszybciej jak potrafię. I rozpoczyna się codzienna toaleta. Najpierw trzeba się ubrać.
Ubranie stoi już na straży, a właściwie leży na pralce gotowe do odziania. Zakładam je więc na tyle szybko na ile o tej godzinie to możliwe. Idzie całkiem sprawnie, dopóki nie muszę założyć rajstop, bo to wyższa szkołą jazdy o 5:40, już chyba. Ja wtedy jakoś nie potrafię z nimi dojść do porozumienia. Jedna pięta na pięcie a druga na grzbiecie stopy. I kręcą się i wiercą. W końcu jednak zostają okiełznane.
Kiedy ubranie gotowe umyć trzeba ząbki. To akurat idzie już szybko, bo po walce z rajstopami jestem w stanie dość szybko ogarnąć co trzeba. Chyba się właśnie w tej walce obudziłam.
Po zębach czas na make-up. Najpierw puder, później cienie, tusz i róż. Tak mniej więcej. Gdzieś pomiędzy pudrem a cieniami do łazienki wchodzi Małż. Najpierw patrzy w ciszy. Nie takiej złowieszczej ale ciszy. Rozpoczyna od lekkiego zerkania, później lekkiego ale częstszego, aż na końcu zaczyna się regularnie gapić. W końcu podchodzi do mnie.
Małż zniesmaczony: Popatrz jak Ty wyglądasz.
Ja nieco zdezorientowana, bo nie wiedziałam kompletnie o co mu chodzi: No jak? Cienie Ci nie pasują?
Małż: Nie. Spójrz na siebie. Spójrz na swój nos, spójrz na tą tapetę. Nic tylko powinnaś wsiąść na miotłę i odlecieć.
No cóż miotły chwilowo nie posiadam, poza tym myślę że to przeżytek. Teraz wiedźmy są bardziej nowoczesne i na odkurzaczu latają. Najczęściej piorącym, żeby ful wypas był. Jak widać mój Mikołaj się bardzo dziś sprawdził. Dobrze, ze chociaż nie zapomniał Małej złożyć imieninowych życzeń i że zrobił to delikatnie.
Liczę na to, ze odrobi wieczorem. Zrehabilituje się. Nie ma, ze boli;)
PS. A Mikołaj, Mikołaj mnie zaskoczył...widzicie nazwę strony;)? Oficjalnie już .pl a nie blogspot.com;) Dzięki Mikołaju:) Będę grzeczna w tym roku:)
Etykiety:
codzienność,
Łóżkowe małżeństw rozmowy,
Małż,
Mikołaj,
prezenty,
wiedźma
you might also like these posts
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)