8 stycznia 2014

Matka spełnia marzenia

 



Zawsze kiedy okres świąteczny przychodził matka miała marzenie.

Tak wiem, że okres świąteczny już minął, ale ja dopiero wczoraj znalazłam patent na spełnienie swego marzenia.

No więc marzenie było proste. Matka chciała być śnieżynką. Taką ot Mikołajową śnieżynką, co podaje dzieciom cukierki a Mikołaja zawadiacko po nosie puszkiem swym, czyli rąbkiem u spódnicy, po nosie smyra. Piękna i zgrabna. Śnieżynka. Tak. Chciałam być taką śnieżynką, ale już za czasów kiedy młodość i piękno bezwarunkowe, a w tym i rozmiar 36, opuściły mnie na wieki wieków amen.

Sposobów na stanie się śnieżynką pewnie parę by się znalazło. Mogłabym sobie odrąbać odrobinę tłuszczu tu i tam i wytopić smalcu parę kilo. Ewentualnie mogłabym się folią spożywczą opatulić ściśle, tak ścisłe że przecinek by ze mnie został, ale ile tej folii trzeba by było zużyć? Mogłabym też pomyśleć o tym, żeby udawać że mój bok to przód. Domalowałabym sobie twarz na boku głowy, którą ewentualnie trzeba by uprzednio wygolić czy coś. Brak jednej nogi tłumaczyłabym...no nie wiem jak. Jednak byłyby to działania inwazyjne, które moją dojrzałość mogłyby zniszczyć;)

Wczoraj jednak sposób nawinął się sam. Zakupił się. I tak oto od dziś mogę mówić, że jestem śnieżynką:) Różową. Oto i ja;)





Co prawda nie mam puszków tu i ówdzie (choć można to naprawić), ale mam coś o wiele lepszego. Jestem śnieżynką w Anja Rubik stajl;) Obowiązkowo usta uchylone kiedy pozujesz do zdjęć;)


Czy to nie wynagradza wszelkiego braku puszków;)?

Pozdrawiam Was i ściskam
Śnieżynka