4 stycznia 2014

Choinka DIY

Ta sobota zapowiadała się zwyczajnie. A choinki wcale w planach nie było.


Mamusi kolej wstawania, więc o 7:34 kiedy usłyszałam tupot małych stóp byłam pewna, że nie dane mi dospać do 7:35. Przez chwilę miałam moment zawahania kiedy to małe stopy skręciły z drogi prostej wprost na salony. Już, już nadzieja się zatliła, kiedy to przypomniałam sobie że obsługa pilota, choć zaawansowana jak na trzy lata, nie idzie w parze ze znajomością liczb  powyżej 20. No i klops. Mała zaatakowała mnie skokiem w stylu Kung Fu Panda. Zdecydowanie potrafi dowalić.

Szybka wizyta w toalecie i krótka rozmowa.
Mała: Mamo polozmawiajmy.
Ja: A o czym chcesz porozmawiać?
Mała: O stalych Polakach.
Ja: A co z tymi Polakami?
Mała: No oni sobie zyją. Ale nie, złapał je wilk i zablał ich do więzienia a później pozalł.

Hmmm...ciekawa historia. Monolog pod hasłem "porozmawiajmy" może być całkiem inspirujący. Ale po monologu poleciało jak z płatka.

Zamiast do lodówki miałam ochotę włożyć masło do szafki z makaronem. W sumie jedno i drugie na em. Majeranek podczas podlewania postanowił upaść, opadł z sił pod własnym ciężarem biedaczek i musi podpierać ściany. Umyłam całkiem przypadkiem czysty garnek i robiłam tosty na zimno. Na szczęście się zorientowałam, że w ogóle się nie opalają. Kiedy już szczęśliwie do śniadania z Małą zasiadłyśmy usłyszałam brzdęk. A nawet dwa. Dwie bombki upadły, na samo dno. I wtedy sie odwróciłam.

Światło dzienne ukazało mi cała prawdę o choince. Podupadła na zdrowiu biedna, choinka zaczęły spierniczać, bo nie dała rady już dźwigać ich na swoich barkach a zielony łupież zajmowała większą część terenów dookoła niej. Szybka decyzja: rozbiórka. A później działanie.

Ja rozbierałam, Małż się dobudzał a Mała dopingowała "O jejćku ale się śipie". No sypała się sypała. Przy okazji z Małżem zaplątaliśmy się w lampki choinkowe. Niby romantyzm ale jednak ja dla romantyzmu potrzebuje więcej przestrzeni. Jak się rozplątali to choinkę rozebrali i wynieśli na balkon.

Małż tachając miotłę przez drzwi: Co mi tam przeszkadza?
Ja: Nic. I drzwi dalej ciągnę.
I nagle bach...padła roleta. No pięknie.

Z takiej choiny...


zostało takie pobojowisko




A ja tak sobie pomyślałam zamiotę kolki, w końcu ususzone i nic im się nie staną. Nie wyblakną. Odłożę je w ciemne miejsce i nie dostępne dla Małych rąk i przechowam do przyszłej gwiazdki. W przyszłym roku wysypie na podłogę tam, gdzie u Nas normalnie choina stoi. Pacnę na kolki parę bombek, zarzuci się jakiś łańcuch i lampkami tez się trochę obłoży i będzie choinka. Nadal będzie "żywa", nadal zielona. Żeby efekt zapachowy jakimś Brisem czy innym cudem się spryska. Nic to, że nie będzie w 3D, nic to. Kształt może mieć jaki chcemy, może być kupką albo i wałkiem. A nawet można z niej i kucyka pony usypać. O! Za to będzie...oryginalna i wielokrotnego użytku a dalej "żywa".

Dumna z siebie ja:D